Prima Aprilis w Bibliotece Prawniczej: anegdoty akademickie

W świecie prawa dominuje powaga i precyzja. Nie brakuje jednak także żartów i akademickiego humoru.

 

Z okazji Prima Aprilis przypominamy wybrane anegdoty z książki „Orator złotousty : anegdoty prawnicze” / Zygmunt Ogórek. – Poznań, 2012, BPR 99411:V.1.6.2 – w tym tygodniu prezentujemy książkę na naszej ladzie 

 

 

PCK

Profesor Kazimierz Przybyłowski był po wojnie członkiem Państwowej Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.
Gdy w toku obrad rozważano krąg podmiotów, którym należałoby przyznać uprawnienia do otrzymania świadczeń z tytułu zadośćuczynienia, profesor zaproponował PCK.

Do swojej idei przekonywał pozostałych członków komisji twierdząc, że ta propozycja powinna wszystkich usatysfakcjonować, niezależnie od reprezentowanej opcji politycznej, albowiem – jak dowodził:

– „Z jednej strony mamy polski, z drugiej strony – czerwony, a na dodatek jeszcze – krzyż”.

Do swojej idei przekonywał pozostałych członków komisji twierdząc, że ta propozycja powinna wszystkich usatysfakcjonować, niezależnie od reprezentowanej opcji politycznej, albowiem – jak dowodził:

– „Z jednej strony mamy polski, z drugiej strony – czerwony, a na dodatek jeszcze – krzyż”.

 

Trzy pytania egzaminacyjne

W czasie egzaminu z prawa rzymskiego Profesor Wacław Osuchowski pyta studenta:

– Co to jest „usus”?
– Student milczy.

– Profesor zadaje drugie pytanie.
– Co to jest „usus fructus”?
– Student nadal milczy.

Jako studentowi na egzaminie przysługuje panu prawo do trzech pytań – poucza Profesor studenta i dodaje:

– Zadaję panu trzecie pytanie. Proszę powiedzieć jaka jest różnica między „usus” a „usus fructus”?


Prawnicze myślenie

Wybitny specjalista prawa międzynarodowego Profesor Julian Makowski egzaminuje inteligentnego, ale leniwego studenta, który słabo przygotował się do egzaminu. Na precyzyjne pytania Profesora student odpowiada ogólnikowo i enigmatycznie, pomijając sedno sprawy.

Po pewnym czasie tego kulawego dialogu profesor zdenerwował się, wziął indeks studenta i wpisał: „idiota”.
Student, nie tracąc rezonu, odpowiedział:

– Panie Profesorze, widzę podpis, ale nie widzę stopnia.

Wówczas Profesor roześmiał się serdecznie, przekreślił poprzedni wpis i wystawił ocenę „bardzo dobry”. A ustnie dodał:

– Za myślenie prawnicze.


Antystresowe umiejętności Dziekana

W czasie ustnego egzaminu radcowskiego jeden z aplikantów mocno zdenerwowany, trząsł się jak osika.

Przewodniczący komisji Piotr Bober, Dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach, niezwykle życzliwy aplikantom, uspokajał go po ojcowsku bez skutku. Wreszcie, chcąc rozładować napiętą atmosferę, powiedział żartobliwie:

– „A żony też się pan boi?”

– „Częściej, ale mniej” – powiedział aplikant.

Cała komisja wybuchnęła śmiechem, a aplikantowi stres zniknął, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

 

Tacy mądrzy

Pierwszy po wojnie egzamin sędziowski w Katowicach odbył się pod koniec 1945 roku. Jedynym z czterech egzaminowanych wówczas aplikantów był Albin Grzybek, który później w sądach różnych szczebli przepracował 65 lat, co stanowi swoisty rekord Polski.
– Gdy nobliwy Sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach Eugeniusz Stodolak wręczał aplikantom zaświadczenia o zdaniu egzaminu, użył – stanowiącego formę pochlebnej gratulacji – szarmanckiego, choć nieco przekornego sformułowania, mówiąc:
– Tacy mądrzy jak obecnie po tym egzaminie, już nigdy nie będziecie.
Włosi mówią w takich wypadkach:
– Si non e vero e bene trovato (nawet jeśli to nie jest prawdziwe, to dobrze brzmi).

 

Nowatorski sposób szkolenia

Kto pyta, nie błądzi – mówi porzekadło. Nie bardziej mylnego. Kto zbyt natrętnie pyta, może sobie biedy napytać. Przekonała się o tym ongiś grupa prokuratorskich aplikantów, w czasie szkolenia zawodowego, które prowadził szef prokuratury. Wykładowca – mówiąc eufemistycznie – nie był specjalistą z dziedziny, którą wykładał, natomiast aplikanci byli zbyt dociekliwi i stąd wzięło się całe nieszczęście.

Gdy po szkoleniu posypały się pytania, szef spisał najpierw nazwiska pytających oraz treść ich pytań, a następnie zażądał, by… sami sobie publicznie na nie odpowiedzieli.

Ten nowatorski sposób szkolenia okazał się bardzo skuteczny, albowiem na następnym szkoleniu, aplikanci nie mieli już żadnych pytań do szefa. 

W ten  oto sposób wszyscy, wszystko… zrozumieli. 

 

Leworęczni aplikanci

Pan dziekan Piotr Bober z Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach ma swoją teorię na temat inteligencji ludzi leworęcznych. Dlatego też w czasie każdego pisemnego egzaminu radcowskich aplikantów skrupulatnie obserwuje i liczy leworęcznych. Ich wskaźnik oscyluje regularnie w granicach 6–8%.

W czasie ostatniego egzaminu obniżył się jednak do 4%. Tą konstatacją dziekan podzielił się z jednym z egzaminowanych aplikantów. Ten w nadziei, że podwyższy dziekańską statystykę, odparł:

– „Panie dziekanie! Moja żona twierdzi, że ja mam… dwie lewe ręce”.